"Meandry uważności" od autorki
Od autorki:
Z okazji 15-lecia mojej autorskiej galerii fotografii SAN Gallery w Kołobrzegu postanowiłam uczcić je nową wystawą fotografii pt. „Meandry uważności”. To bardzo ważna dla mnie wystawa, również z tego względu, że na wielu fotografiach prezentuję przekaz malarski, a jednocześnie pozostaję wierna fotografii.
Przez ostatnie lata mój świat się kręci wokół najbliższego otoczenia i natury. W poprzednich latach również był mi ten świat bliski, choć w moich pracach pojawiał się też często czynnik ludzki.
Problem uważności pojawia się u człowieka z upływem czasu, kiedy zdajemy sobie sprawę, że na wiele spraw należy spojrzeć z dystansu. Uważniej spoglądać na rzeczy i zdarzenia znajdując w nich to niewidzialne czy nieodgadnione. Obraz zarejestrowany oczyma uwidocznić w końcowym obrazie przeznaczonym dla widza. Nie zamierzam u odbiorcy sztuki wywoływać emocji negatywnych, chcę budować w nim poczucie szacunku dla siebie i własnej sprawczości, odkrywania własnej jaźni w pozytywnym kontekście. Myślę, że taką fotografię można by nazywać „psychografią”, bo dla mnie bardzo ważna jest interakcja na linii obraz – odbiorca.
W ostatnich latach bliska jest mi idea pokazywania świata nie w formie pejzażu lecz jego fragmentów. Mój świat to puzzle, z których buduję narrację pejzażu. Im mniej elementów w obrazie tym większa jest jego siła przekazu. Minimalizm fotografii uruchamia wyobraźnię i pozwala skupić się mentalnie na głębi obrazu.
Ważna dla mnie jest fotografia zarówno kolorowa jak i czarno-biała. To obraz sam stanowi o jego wyglądzie. Wydobywanie z fotografii nieodgadnionego zmienia najczęściej sens pierwotnego obrazu. Bywa, że odsłania ukryte emocje, powroty do dawno zapomnianych miejsc czy wspomnień. Dla mnie ważna jest fotografia, którą robię dla widza, nie dla krytyków sztuki, choć ich zdanie bardzo sobie cenię. Bo u mnie z fotografią to jest tak jak pisał Zdzisław Beksiński w „Dzień po dniu kończącego się życia”:
Ja nie lubię czegoś przedstawić przez coś. Raczej chcę oddać pewną atmosferę, nastrój i chciałbym, żeby obraz się podobał, tak jak się podoba powiedzmy poemat symfoniczny, żeby już być bliżej czegoś, co oddaje napięcie, a nie posiada treści rzeczywistości przekładanej na słowa. Ważne jest to, co ukazuje się naszej duszy, a nie to, co widzą nasze oczy i co możemy nazwać.
Przez 20 lat eksponowania moich prac na wystawach, setkach rozmów oko w oko z widzami, wiem że wystawy o podtekście psychologicznym są dobrze odbierane. Różnorodność obrazów mieszczących się w temacie wiodącym pozwala na zainteresowanie wszystkich widzów. I to jest dla mnie motorem i inspiracją w pracy artystycznej.
Reasumując, to co odkrywam w tej fotografii dziś, podświadomie robię od kilkunastu lat. Wcześniej były to pojedyncze prace, obecnie jest ich coraz więcej. Jest to nurt realizmu współczesnego, który nie tylko jest obecny w malarstwie, ale także w fotografii. Malowanie fotografii nie jest jednoznaczne z utratą jej cech. U mnie taka fotografia jest nią do końca, nie posiada żadnych przekształceń ani śladu innych fotografii jest tylko zmodyfikowana zgodnie z moimi odczuciami.. To jest obraz mojego świata, który maluję poprzez wydobycie z obrazu barw i ukrytych treści. Taka twórczość mieści się nie tylko w dziedzinie fotografii ale też w różnych dziedzinach sztuki współczesnej.
Elżbieta Waszczuk styczeń 2024
"Meanders of mindfulness"
Meanders of mindfulness
Elżbieta Waszczuk
From the author:
On the occasion of the 15th anniversary of my original photography gallery SAN Gallery in Kołobrzeg, I decided to celebrate it with a new photography exhibition entitled „Meanders of mindfulness”. This is a very important exhibition for me, also because in many photographs I present a painting message, and at the same time I remain faithful to photography.
Over the last few years, my world has revolved around my immediate surroundings and nature. In previous years, this world was also close to me, although the human factor also often appeared in my works.
The problem of mindfulness appears in humans over time, when we realize that many things need to be looked at from a distance. Look more carefully at things and events, finding the invisible or inscrutable in them. Make the image recorded with your eyes visible in the final image intended for the viewer. I do not intend to evoke negative emotions in the recipient of the art, I want to build in them a sense of respect for themselves and their own agency, discovering their own self in a positive context. I think that such photography could be called „psychography”, because for me the interaction between the image and the viewer is very important.
In recent years, I have been interested in the idea of showing the world not in the form of a landscape, but fragments of it. My world is a puzzle from which I’m building a landscape narrative. The fewer elements in an image, the greater its message power. The minimalism of photography triggers the imagination and allows you to mentally focus on the depth of the image.
Both color and black and white photography are important to me. It is the image itself that determines its appearance. Extracting the inscrutable from a photograph most often changes the meaning of the original image. Sometimes it reveals hidden emotions, returns to long-forgotten places or memories. What is important to me is the photography that I take for the viewer, not for art critics, although I value their opinion very much. Because for me, with photography, it’s like Zdzisław Beksiński wrote in „Day after day of life ending”:
I don’t like to represent something through something. Rather, I want to convey a certain atmosphere, mood, and I would like the painting to be liked the way you like, let’s say a symphonic poem, to be closer to something that reflects tension and does not have the content of reality translated into words. What is important is what appears to our soul, not what our eyes see and what we can name.
After 20 years of exhibiting my works at exhibitions and hundreds of face-to-face conversations with viewers, I know that exhibitions with psychological undertones are well received. The variety of images within the main theme allows for the interest of all viewers. And this is the driving force and inspiration for me in my artistic work.
To sum up, what I discover in this photograph today, I have been subconsciously doing for over a dozen years. Previously, these were single works, now there are more and more of them. This is a trend of contemporary realism that is present not only in painting, but also in photography. Altering a photograph does not mean losing its features. My photographs are true, they have gone no transformations nor carry any traces of other photographs, they have benn only modified according to my feelings. This is a picture of my world, which I paint by extracting colors and hidden content from the image. Such creativity falls not only in the field of photography but also in various fields of contemporary art.
Elżbieta Waszczuk
“Meandry uważności” Łukasz Cyrus
W świecie obrazów, inaczej niż w świecie ludzi, czas jest tworzywem, które można kształtować. Można go mrozić, zgniatać i rozciągać. Tak potraktowany, czas zapomina o swojej najgorszej przypadłości i przestaje ponaglać. Czas uspokojony, czas wyciszony nie naciska. Ustępuje miejsca refleksji, zadumie, myśli i ciszy.
W tych cichych chwilach czasu rozrzedzonego wzrasta uważność, spojrzenie wydłuża się, a rzeczy stają się bardziej zrozumiałe. Czy to za sprawą pozornego wzmocnienia ich głosu, czy zwiększonej uważności obserwatora, rzeczy małe i te większe urastają do największej rangi. Czas zamrożony jest czasem równości dla wszystkich spraw. Każda doczeka się uwagi.
Gdy bieg wypadków zwalnia, Ela korzysta z chwili i wzmaga czujność. Bystrym spojrzeniem wypatruje wszelkich przejawów codzienności niecodziennej, niezwykłej, niespotykanej, a może zwyczajnie nie dostrzeganej. Lecz Ela widzi, gdy czas pozwala i fotografuje to, co w pogoni za czasem niezauważalne. Wyrywa obrazy ze szczelin czasu i zatrzymuje zamrożone w fotograficznym bezruchu, bo czas przecież znów kiedyś przyspieszy. Ale próżne będzie jego ponaglanie, bo to, co w obrazie zatrzymane, będzie zatrzymane. I tak cierpliwie, bez pośpiechu, sprawiedliwie dla spraw mniejszych i większych Ela zbiera skrawki świata od rzeczy odklejone. Każdy z nich jest zagadką i skrywa tajemnicę. Wszystkie budzą ciekawość i rodzą pytania. W każdym jest cząstka światła, która go naświetliła.
Ela zbiera te drobinki i zbiera… Buduje z nich obraz. Kawałek po kawałku fragmenty zbliżają się do siebie, dopasowują. Cząstki energii łączą się, powstaje obraz. Obraz z obrazów. Coraz pełniejszy, coraz jaśniejszy. Obraz, który lśni własnym światłem.
Jaki to obraz? To trzeba zobaczyć.
Łukasz Cyrus, 2024
PS. Autorka zapytała mnie już po napisaniu powyższego tekstu, która z fotografii przykuła moją uwagę.
Myślę, że „Ryba po polsku”, „O poranku”, „Pragnienie” i pejzaże (abstrakcyjne). Ale przyznaję, że trudno mi wybrać jedną czy dwie fotografie. Wszystkie są ciekawe i zaskakujące. Przypominają mi prace Williama Egglestona – również zdumiewające w doborze tematów i trudne, jeśli ktoś szuka banalnego piękna.
Łukasz Cyrus
“Meanders of mindfulness” by Łukasz Cyrus
“Meanders of mindfulness” by Elżbieta Waszczuk
In the world of images, unlike in the world of people, time is a material that can be shaped. It can be frozen, crushed and stretched. Treated this way, time forgets about its worst affliction and stops rushing. Time pacified and muted stops pushing. It gives way to reflection, musing, thoughts and silence.
In these quiet moments of rarefied time, mindfulness increases, the gaze lengthens, and things become more understandable. Whether it is due to the apparent strengthening of their voice or the increased attentiveness of the observer, small and larger things become of the greatest importance. Frozen time is a time of equality for all matters. Each one will receive attention.
When events slow down, Ela takes advantage of the moment and increases her vigilance. With a keen eye, she looks for all manifestations of everyday life that are unusual, rare, unheard of, or perhaps simply unnoticed. When time allows Ela sees and photographs what goes unnoticed in the rush for time. She tears images out of the crevices of time and freezes them in photographic stillness, because time will speed up again one day. But time’s pressure will be in vain as what has been retained in the image will be retained forever. Patiently, without haste, justly, for small and bigger things, Ela collects the split pieces of the world. Each of them is a puzzle and hides a secret. They all arouse curiosity and raise questions. In each one there is a particle of light that illuminated it.
Ela picks up these particles and collects them. She builds a picture out of them. Piece by piece, the fragments come closer to each other, fit together. Energy particles combine and an image is created. Picture from pictures. More and more full, more and more bright. An image that shines with its own light.
What image is this? This is a must see.
Łukasz Cyrus, 2024
When I wrote the above text the author asked me which of the photographs caught my attention. I think „Ryba po polsku”, „O poranku”, „Pragnienie” and the landscapes (abstract). But I admit that it is difficult for me to choose one or two photographs. They are all interesting and surprising. They remind me of the works of William Eggleston’s – also astonishing in their choice of subjects and difficult if one is looking for banal beauty.
„Foto(ob)sesje”
„Foto(ob)sesje” – to przeglądowa wystawa różnorodnej tematycznie fotografii autorstwa Eli Waszczuk wykonanych na przestrzeni lat 2009 – 2013, pierwszy raz prezentowana w Galerii Sztuki Współczesnej w Kołobrzegu w roku 2013 Są to i pejzaże i portrety, architektura i człowiek w pejzażu, fotografia kreacyjna i studyjna.
„O stanach wewnętrznych, o pasji i determinacji, jakie towarzyszą przy fotografowaniu planu materialnego przez Elżbietę Waszczuk mówi nam tytuł wystawy i towarzyszącego jej katalogu – „Foto(ob)sesje”.
To już nie jest to, co nas otacza, to jest to, co jest już poza nami – bliżej transcendentu.
To, co materialne ulega przekształceniu poprzez światło i formę ukształtowaną przez artystkę, który rzeczom oczywistym nadaje inny wymiar. Elementy kreacji mieszają się z konkretną materią sączącą się w obiektyw aparatu.
Całość wystawy uwypukla nam osobowość autorki, oddającej się wielkiej pasji życia, jaką jest fotografia.”
art.plast.mgr sztuki
Dariusz Kaleta
Kołobrzeg, 2011
kurator wystawy
To nie dłonie śpiewają
i nie pierś.
Śpiewa to, co milczy
(Adam Zagajewski „Tam gdzie oddech”)
Czy umiałem przeżyć, zrozumieć i zapamiętać rzeczy, które mnie
spotkały? pyta poeta. W fotografiach Eli Waszczuk jest coś takiego,
że mimowolnie sięgam po tomik Zagajewskiego. Kartując książkę
co i rusz wyłuskuję strofy, do których obraz utrwalony przez autorkę
„gra” muzykę jakby specjalnie skomponowaną do kilku znanych mi
wierszy.
Czy umiałam przeżyć, zrozumieć, zapamiętać rzeczy, które mnie
spotkały, twarze, które zauważyłam w tłumie, pejzaże, które mnie
urzekły, chwile radości i niepokoju przechowywane w skarbcu
moich wspomnień? Mam wrażenie, że takie pytania stawia każda z
fotografii, a ich autorka znajduje radość w samym poszukiwaniu
odpowiedzi na nie – w dążeniu do celu, niekoniecznie w jego
osiągnięciu. Prowadzi przyjaciół ulubionymi ścieżkami
i z rozbrajającą szczerością mówi: Nie rozumiem wszystkiego i nawet
/ Cieszę się, że świat jak niespokojny / Ocean przerasta moją
zdolność / Pojmowania sensu wody, deszczu, kąpieli w stawie…
***
…są rzeczy ukryte przed nami / i w nich melancholia miesza się z
entuzjazmem / zawsze, codziennie, jak narodziny świtu / nad
brzegiem morza…
Ela Waszczuk fotografuje „mokrymi” kolorami: chmury są miękko
zaróżowione, lód wydaje się być mlecznym bursztynem, innym
razem szorstki i kruchy jak szkło, siny obłok mgły tłumi tętent koni
a białe kołnierzyki fal suszą się na piasku u stóp wydmy. Chór
plażowych parasoli w czarnych i białych habitach, jak rozmodlone
zakonnice, rozpoczął właśnie codzienne nieszpory – o tej porze
morze przypomina o sobie tylko szelestem / grubym szeptem
kamyków wyrzuconych na żwir. Nigdy nie zasypia niestrudzone w
małych zatokach/ (…) wchodzące do miast (…)/ Szary Bałtyk / Ocean
Lodowaty, niemy / Morze Jońskie, początek i koniec świata
***
Przyjemność słyszenia nie psuje przyjemności wzroku.
Fotografie dla oglądającego – poza autorem – są dowodem braku
uczestnictwa ,nieobecności w chwili, w miejscu; mamy do czynienia
z substytutem. Niektóre z nich budzą marzenia i często tutaj przekaz
się zatrzymuje. Czasem wywołują poczucie nieosiągalności:
podsycają uśpione aspiracje, popychają do realizacji ukrytych
pragnień, albo wręcz przeciwnie – stają się pierwszym stopniem
piramidy przeszkód, wygodnym wytłumaczeniem nieosiągalnej
utopii. W przeważającej większości widz – zwłaszcza w galerii –
oczekuje od obrazu piękna. A przecież zdjęcie nie musi być
zdjęciem pięknej osoby, przedmiotu, pejzażu. To między innymi
fotografii zawdzięczamy, że dychotomiczny podział na brzydotę i
piękno został odrzucony przez sztukę. Już przez sam fakt podjęcia
tematu fotograf nadaje mu wagę: „dotyk” artysty nobilituje.
Liryczna fotografia może być jedynie – zaledwie? – miłym dla oka
przedmiotem, dopasowanym do obicia kanapy w salonie. Czy
zdjęcie stanie się czymś więcej, zależy nie tylko od wrażliwości i
kunsztu autora – podobną wrażliwością musi wykazać się odbiorca.
Maja Herzog
Kraków, marzec 2011
Cytaty pochodzą z tomu „Wiersze wybrane” Adama Zagajewskiego;
Wydawnictwo a5, Kraków 2010
Wybór wpisów z księgi pamiątkowej
Wybór wpisów z księgi pamiątkowej autorki
Z wernisażu wystawy „Foto(ob)sesje”
Droga Elu!
Pięknie skomponowana wystawa:
- portret
- martwa natura
- krajobraz
Wszystko z Twoim piętnem — oryginalne, bardzo ciekawe. Chwilami czuć Bułhaka, Hartwiga, Ziemaka.
Czynisz ogromne postępy — gratuluję!
Robert Gauer
Kołobrzeg, 27.05.2011
Z wernisażu wystawy „Ogród metafor”
Jestem zauroczona wystawą. Przepiękne zdjęcia. Dziękuję.
Dorota Kycia
2.08.2013
Przepiękne fotografie, przez które można wejrzeć w subtelną, artystyczną duszę autorki. Dziękuję za możliwość zobaczenia tej wystawy.
Joanna Maria Rybczyńska
2.08.2013
Bardzo mi się podobało. Nie wiadomo, czy to są obrazy czy fotografie.
Zwykłe odbicie kropli wody i słońca może być piękne. Kilka prac jest naprawdę świetnych, np. „Obsesje”. Uciekła mi dusza.
Tomasz Roguski
Z wernisażu wystawy „Przestrzeń intymna”
Gratulacje, Elu!
Bardzo podobały mi się zwłaszcza czarno-białe kompozycje. Więcej takich chciałabym widzieć, podziwiać i cieszyć się ich urodą i tajemnicą — bo nie zawsze rozpoznaję, co to jest i właśnie to jest wspaniałe.
Irena Koźmińska
9 września 2021
Dziękuję serdecznie za zaproszenie na wspaniałą wystawę. Czuję, że Twój fotograficzny dorobek jest w ciągłym rozwoju i dajesz polskiej fotografii piękne kadry niezwykłej urody.
Marian Panek
Gratuluję pięknej wystawy, pełnej zachwytu dla oka i duszy. Cieszę się, że są tam moje najukochańsze obrazy „Kipiel” i „Pejzaż jesienny”.
Dziękuję Ci, Mamo.
Ania
Moja droga Elżbieto!
Dziękuję Ci za bardzo miło spędzony czas w zaciszu Twojego salonu, gdzie z wielką wrażliwością wpatrywałam się w piękno zdjęć prezentowanych na ścianach i w albumie „Meandry uważności”.
Czas, jaki mi poświęciłaś, oraz rozmowa o Twojej twórczości pozostaną w moich myślach na wiele lat. Bardzo cenię sobie naszą znajomość, a nawet przyjaźń. Życzę Ci dużo zdrowia, wytrwałości i odwagi, by wyjść z Twoją twórczością w szeroki świat.
Z wyrazami serdeczności,
Helena Rudzis-Gruchała
i córka Julia Gruchała
Z wernisażu wystawy „Zatrzymać czas”
Bardzo dziękuję. Ogromnoje spasiba.
Dziękuję za wystawę.
Karyna Kharaneka (Minsk, Belarus)
Katia Lazak
Wystawa przepiękna. Życzymy więcej sukcesów i prosimy o kolejne fotografie.
Iwona i Farhad Mohamad
Szanowna Pani Elu!
Gratuluję jubileuszu oraz pięknej wystawy. Życzę nieustającej weny.
Mirosław Tessikowski
4.10.2019
"Przestrzeń intymna"
Czym jest fotografia? Czy nie jest znaczącym miejscem przekazu doświadczeń, odbiciem naszej codziennej realności, swoistą przestrzenią sztuki, wypełnioną autorską refleksją o przeistaczającym się, ciągle aktualnym, aktywnie zmieniającym się świecie? Miejscem komunikatu o tym wszystkim, co jest istotne, ważne, godne przekazania następnym pokoleniom? Medium łączącym w sobie mnie fotografującego ze wszechświatem! Wszechświatem, w którym jest zawarte moje najbliższe otoczenie i to wszystko, co nazywamy „obrazem kulturowym”.
Szukamy siebie, własnej osobowości w zatrzymanych kadrach. Takiego indywidualnego świata, z którym się identyfikujemy. Świata nam bliskiego, który nam towarzyszy i inspiruje do myślenia – skąd przychodzimy, kim jesteśmy, co zostawiamy, w jaką przyszłość się udajemy.
To, co fotografuje Ela Waszczuk, jest – jak mówi artystka – przede wszystkim „Przestrzenią intymną”, i tak nazwana została ekspozycja. Do tytułu dodano znaczące dopełnienie: pandemia rok I, mówiące w sposób dobitny o czasie realizacji fotografii, określające sens ekspozycji w sytuacji powszechnego zagrożenia infekcją wirusem Covid-19.
W swym cyklu ujęć Artystka przedstawia swoje spojrzenie na rzeczywistość z pozycji osoby zanurzonej we własną codzienność. Obrazuje tę przestrzeń bardzo dotykalną strukturą fotografowanych obiektów. Ten zapis jest próbą rozmowy z otaczającym ją światem, pokazującym jego piękno – powstałej z obserwacji zjawiska: nowego światła, pory dnia czy roku, wynikłej z przetwarzania się natury.
Jest w tym ciągłym działaniu, prawie swoistym dzienniku, wyrazista obecność Artystki. Refleksją – jak to co nas otacza – i pewną furtką, wejściem w to wszystko, czego jesteśmy częścią, w czym uczestniczymy, wiążąc się z miejscem, utartymi szlakami, w niecodziennej sytuacji światowej pandemii. Autorka tej wystawy w ciągu kilkudziesięciu pejzaży zadaje sobie pytanie: „Czy świat się zmienił, czy nowa społeczna rzeczywistość wpłynęła na rozumienie, widzenie pejzażu czy sposobu fotografowania?”.
Fotografie Eli Waszczuk mają w swojej istocie bardzo osobisty przekaz, swój dobrostan, są zróżnicowane przedstawieniowo w nastroju i wyrazie. Prace mają swoje tytuły, poukładane w serię pokazują emocję dnia czy tygodnia. Zaczyna się ten cykl kadrem z 12.03.2020 roku zatytułowanym „Nad stawem”, później kolejno: „Znaki”, „Bezsiła”, „Mój dom”, „Siostry”, „Cienioszepty”, „Bunt”, „Krzyk”, „Retor”, „Rozpacz”. Te kilkanaście pierwszych tytułów zbioru świadczy o charakterze takiego dynamicznego „dziennika” 75 fotogramów.
Artystka obserwuje codzienność w kontekstach symbolicznych. Wyławia w kadrach znaczenia o metaforycznym, poetyckim sensie. Pokazuje swoją osobistą czasoprzestrzeń w metaprzestrzeni zajęcia. Można powiedzieć o lirycznym klimacie tych fotograficznych „rozmów” z przyrodą i najbliższym otoczeniem.
Ela Waszczuk zrealizowała dla tej prezentacji szereg prac o wysokich malarskich proweniencjach, „w których można zobaczyć impresjonistyczne rozważanie gry kolorystycznej w obrazie”. To właśnie kolor, jego zjawiskowość, umiejętne jego poszukiwanie, daje temu cyklowi przedstawień wspólny klimat i atmosferę ciągłości twórczego spojrzenia. Innym walorem tych zdjęć jest pojawiający się wewnętrzny rytm kompozycyjny i interesujące całościowe światło przenikające ich strukturę.
Autorka w jednej ze swoich ważnych wypowiedzi na temat wyboru fotogramów do wystawy stwierdza: „…Moja intymna przestrzeń daje mi możliwość współdziałania z Naturą. Wiele się od niej nauczyłam. Mimo pandemii zasiała też we mnie ziarno spokoju i ufności do świata. Słoneczne światło wołało, by iść mu naprzeciw i oglądać świat takim, jakim nikt go tu jeszcze nie widział…”. I to właśnie klucz do odbioru tej ekspozycji w Galerii Sztuki Współczesnej w Kołobrzegu, przyczynek do zobaczenia jej z perspektywy fotografującej Eli Waszczuk.
Marian Panek
Częstochowa, lipiec 2021
W tym roku jubileusz zacny, bo to 75 lat pobytu na tym najpiękniejszym ze światów, w tym 60 lat fotografowania i 20 lat pracy artystycznej. To wspaniała okazja na uczczenie jubileuszu nową, XX indywidualną wystawą moich prac.
I pomysł, szokujący nieco, przedstawienia fotografii z pierwszego roku pandemii. Fotografii, których nie robiłam z myślą o wystawie, a pokazujących mój stosunek do przyrody, do świata tajemnic ukrytych w ogrodzie i pobliskim lesie, miejsc gdzie czułam się wolna od zewnętrznych zagrożeń. To moje emocje, przeżycia, wnikanie w otaczającą mnie przestrzeń. I właśnie ta moja intymna przestrzeń z czasu I roku pandemii covid-19, zmobilizowała mnie do stworzenia wystawy z fotograficznych zapisów codzienności.
Pewnym novum w pracach tej wystawy są przeżycia skorelowane z istniejącym otoczeniem, przyrodą. To rozmowa z Absolutem i obopólne doświadczanie z naturą. To powracająca cisza, w której powietrze nabiera przejrzystości i zapachu, a ptactwo i zwierzyna leśna wracają do swoich mateczników. To odrodzenie duchowe i sprzężenie ze światem pełnym niedostrzeganych wcześniej barw, odcieni życia i natury. To słoneczne światło wskazujące drogę ku głębszemu pojmowaniu otaczającego świata, tu i teraz.
Pozorny chaos układu fotografii uwarunkowany jest chronologią zapisu, który obejmuje przestrzeń czterech pór roku w kontekście nastrojów i wywołanych nimi emocji. To opowieści związane z nieznanym zagrożeniem ludzkości i dewastacji przyrody, z nadzieją wiosennego rozkwitu, przesytem gorącego lata oraz jesieni zmierzającej do przemijania i snu zimowego, który pięknie zapisuje rozterki ludzkiego umysłu. To nadzieja na refleksje i opamiętanie w pogoni za ułudą i blichtrem dotychczas znanego świata.
Ela Waszczuk
Rościęcino, sierpień 2021
"Dotyk Terpsychory"
Tematem wystawy jest powiązanie formuły tańca klasycznego z rzeźbieniem przez naturę wapiennych tarasów Bawełnianych Zamków w tureckim Pamukkale. Wydawać by się mogło, że to porównanie czysto iluzoryczne, lecz prawdą jest, że taniec towarzyszy człowiekowi niemal od zarania jego dziejów, a struktura wapiennych tarasów też jest kształtowana od tysięcy lat. Jak kształtowały się umiejętności tańca, przekształcały układy choreograficzne, tak woda liżąca stoki Pamukkale wyrzeźbiła na ich powierzchni ogrom bogactwa, dający podobne doznania wizualne i estetyczne co taniec. Tu też czas odgrywał niepoślednia rolę w dochodzeniu do uzyskania efektu artystycznego bogactwa struktur. Tak samo czas w nauce tańca klasycznego, od wczesnego dzieciństwa po wiek młodzieńczy odgrywa niepoślednią role w kształtowaniu cech przypisanych tej dziedzinie sztuki. Każdy dzień ćwiczeń jest okupiony ciężką pracą i opromieniony słońcem odbijającym się w wodach spływających po Bawełnianych Zamkach o zachodzie słońca. Im dalej w czas, tym więcej słońca opromienia twarze adeptów Terpsychory, której dotyk zaledwie, wyzwolił w nich potrzebę doskonalenia tanecznych pas. Po latach, część z nich, jako świadomi tancerze znajdzie się na zawsze w ramionach Terpsychory, by jej nie opuścić do końca życia, tak wielka bowiem będzie ich miłość i namiętność.
Jak wielkiej i przecudnej urody tarasy, tak wielkie będą ich umiejętności taneczne, wyzwalające w widzach wzruszenie i podziw.
Fotografie z wystawy, to metafora pokazująca przeobrażenie małych adeptów tańca w dojrzałych tancerzy, wyłaniających się z mroku nieświadomości uprawianej sztuki, opromienianych coraz mocniej odblaskami słońca, niczym jupiterami na scenie, by spełniać marzenia o podboju scen baletowych świata. Fotografia czarno-biała doskonale tu koresponduje z refleksami słońca odbijającego się w wodzie tarasów Pamukkale, stwarzającymi wrażenie ozłacania obrazu. Faktury tarasów stanowią jednocześnie dekoracje, w których poruszają się mali tancerze, wyłaniający się jakby z otchłani w przestrzeń, którą należy zawłaszczyć tańcem.
To pean na cześć ich ciężkiej, codziennej, mozolnej pracy nad sobą, własnymi słabościami, nad mdlejącym z wysiłku ciałem, po to, by choć na chwilę w dorocznej gali baletowej błysnąć tym, co najcenniejsze – pasją, talentem i urokiem nieopierzonych przecież jeszcze tancerzy, wzbudzając w widzach niekłamany podziw dla ich umiejętności. Mali i trochę bardziej dojrzali adepci baletu dają z siebie to co najcenniejsze, umiłowanie tańca klasycznego, udowadniając, że wbrew powszechnej komercjalizacji, są miłośnikami sztuki, przynależnej do bastionu kultury wysokiej.
"Zatrzymać czas"
„Bałtyckie pejzaże” to cykl fotografii spinający wieloletnie fascynacje autorki związane z morzem, który dokumentuje wędrówki z aparatem fotograficznym wzdłuż bałtyckiej linii brzegowej, inspirującej swoim bogactwem wyobraźnię i spostrzegawczość. Gdzie wzrok błądzi od płacht chmur zawieszonych na nieboskłonie, poprzez rozlewisko wód z białymi grzywaczami fal, kończąc na mikroświecie muszelek, wodorostów czy kamyków ścielącymi się pod stopami.
W fotografiach tych na pierwszy rzut oka widoczny jest w wielu pracach linearny obraz morza z podziałem na pół, co dziś sugeruje podświadomą rejestrację obecnej rzeczywistości. Poprzez celowe łamanie podstawowych zasad komponowania kadrów, obrazy zyskują podwójną narrację. Tak przedstawione kompozycje sprawiają wrażenie, że nie mamy do czynienia z fotografią, lecz z grafiką rodem z abstrakcji i syntezy, znamion tak charakterystycznych dla sztuki współczesnej.
W przedstawionych pracach nie brak też dla równowagi ujęć realistycznych, w których przedmioty zastane odrealniają się tworząc inną strukturę. W niektórych fotografiach zauważalny jest także symbolizm rzeczy czy zdarzeń. Słońce zawieszone nad wieczornym horyzontem czy uwięzione w konarach drzewa smaganego wichurami, sugeruje pozorne zatrzymanie upływającego czasu. Jest zapowiedzią nie tylko zbliżającego się kresu ludzkiej wędrówki ale także nieodwracalnych zmian w bezpośrednim otoczeniu.
Nadmorskie pejzaże Eli Waszczuk pełne są transcedentalnego nastroju i stonowanej kolorystyki. W pracach dominuje bowiem narracja błękitów i szarości w kontrze do zgaszonej czerwieni i czerni. Zauważalne wyciszenie emocjonalne jest wypadkową doświadczeń życiowych autorki i godzeniem się z upływem czasu. Świadectwo przemijaniu dają choćby obrazy wyszczerbionych przez czas i fale morskie wydm, drewnianych ostróg czy betonowych falochronów.
Co raz to inna codzienność morskiego i przybrzeżnego krajobrazu przedstawiona w tej prezentacji, jest dla autorki bodźcem do zastosowania jak najprostszej formy wypowiedzi, konceptualizmu i minimalizmu w jednym, co bezsprzecznie się udało.
Dariusz Kaleta
Kołobrzeg, sierpień 2019
Pochodzę z równin geograficznych gdzieś na wschodnich obrzeżach Polski, miasto moje przecinała leniwie niewielka rzeka, która swoje wody toczyła do zlewiska Wisły. a Wisła dalej do Bałtyku. Morze Bałtyckie poprzez Cieśniny Duńskie łączy się z wielkim wodnym krwioobiegiem mórz i oceanów naszego globu.
Kiedy stoimy na brzegu morza zawsze rodzą się pytania, co jest za linią horyzontu? W dobie współczesnej technologii, kiedy niemal wszystkie zakamarki ziemi spenetrowane są i sfotografowane są przez satelity pytanie o to co jest ,,za wielkim morzem” nabiera innego wymiaru.
Dostają Państwo do ręki ten piękny album, który mówi obrazem o morzu, morzu zmiennym, morzu kapryśnym, morzu które daje ukojenie i relaks a jednocześnie uczy respektu przed swoją potęgą. Potęgą, która pochłaniała istnienia ale też dawała nadzieję na powrót bliskich z dalekich wypraw i tych kilka mil od brzegu.
Fotografia Eli Waszczuk to zbiór metafor i fascynacji światłem, kolorem i formą. W zbiorze prac, które zawiera ten album znajdą Państwo fascynacje autorki malarstwem Iwana Ajwazowskiego, w szczególności gry świateł i koloru morza. Czasem na zdjęciach autorki zachodzące słońce tka gobeliny o pięknej kolorystyce nieba, wody i światła nie spotykane nigdzie indziej, tylko na morskim brzegu. Jest to fotografia bardzo symboliczna w swojej ascetyczności detalu pozostawiająca odbiorcy szerokie pole wyobraźni. Zaplątana sieć na piasku i fragment starego falochronu i trawa walcząca o przetrwanie na wydmach to znak odwiecznego powiązania człowieka z morzem, ale też głos autorki tego albumu o zrównoważone podejście do morza i jego ekosystemu.
W imieniu Eli Waszczuk i swoim życzę życzę Państwu wielu pięknych doznań podczas lektury.
Daniel Kempisty
Haga, sierpień 2019 r.
" Życie po życiu"
Współczesny świat pełen jest obaw o własną przyszłość w związku z cywilizacyjnym zanieczyszczeniem środowiska. Zaśmiecona jest ziemia, woda i powietrze, skutkiem czego zmienia się klimat, a powodowane przez te zmiany kataklizmy coraz częściej nękają ludzkość. Powagę sytuacji doceniają przywódcy państw, organizując spotkania i konferencje poświęcone tym problemom (ostatnia Konferencja Klimatyczna odbyła się w Warszawie w listopadzie 2013 roku).
W najnowszym cyklu fotografii zatytułowanym „Życie po życiu”, Ela Waszczuk pochyliła się nad losem Ziemi. Przemierzając drogi i ścieżki wokół swego miejsca zamieszkania, w poszukiwaniu ciszy i piękna przyrody, wciąż natrafiała na niechlubne ślady ludzkiej bytności w postaci pozostawionych śmieci. Właśnie te „eksponaty” stały się bezpośrednim źródłem inspiracji tej wystawy.
Ela Waszczuk, to artystka fotografik dążąca wciąż do doskonałości, czego dowodem są jej sukcesy. Została doceniona nie tylko w kraju, ale także zagranicą, będąc uhonorowana wyróżnieniami artystycznymi. W Polsce otrzymała tytuł artystyczny AFRP, a we Francji – międzynarodowy tytuł Artiste FIAP. Jest laureatką wielu nagród i wyróżnień, autorką kilkunastu wystaw indywidualnych, pokazywanych w galeriach w całym kraju oraz uczestniczką kilkudziesięciu wystaw zbiorowych w Polsce i poza jej granicami.
Twórczość fotograficzna Eli Waszczuk była mi znana od dłuższego czasu. Jej prace zawsze cechowała wielka intuicja i wrażliwość na piękno. Poetyka ukazania urody krajobrazu, człowieka, czy też przedmiotu, przywoływała na myśl tradycyjne malarstwo, stawiając jej twórczość w szeregach piktorializmu.
Lecz w najnowszych pracach artystka odsłania nam swe nowe możliwości. Posługując się cyfrowym przetworzeniem obrazu, zamieniła pospolite, brzydkie, porzucone przedmioty w odrealnione byty. Zgrafizowane fotografie, odbiegające od bezpośredniego obrazowania rzeczywistości, swą formą przypominają amerykański ekspresjonizm abstrakcyjny.
Bowiem „wojowniczy”, ekspresjonistyczny duch, kazał artystce posłużyć się fotografią, jako jedynie pośrednim medium w dążeniu do przekazania swego buntu przeciwko bezmyślnemu zaśmiecaniu świata.
Duch ten przyczynił się więc do wyartykułowania twórczej idei, zamanifestowanej swoistą, symboliczną utylizacją tego, co niszczy naszą planetę Ziemię.
Sugestywne bogactwo barw, wzmocnione kontrastowym światłem, dopełnia dzieła, poruszając wyobraźnię, a same kolory pełnią funkcję bardziej ekspresyjną niż opisową. Przedmioty, zachowując swe kształty, straciły swe znaczenie, stając się czystą kompozycją. Tylko po dłuższej kontemplacji i jedynie w niektórych pracach możemy dostrzec skorupę ślimaka, fragmenty liści, źdźbła trawy, krople wody, piasek, kawałki papieru, gazet, czy plastiku i innych przedmiotów. Poprzez brak dosłowności, intrygujące motywy przenoszą nas w inny świat, prowokując widza do własnej interpretacji.
Chociaż jak na abstrakcję przystało, trudno jest dostrzec związek między fotografią, a jej przedmiotem, jednak znając źródło jej inspiracji, prace Waszczuk, prócz estetycznych doznań, dają nam również ważny przekaz: nie czekajmy na decyzje władz i polityków, a zacznijmy od siebie, od pielęgnowania własnego, najbliższego środowiska. Nie śmiećmy!
Na koniec chciałabym zacytować słowa autorki. Ela Waszczuk, będąc szczególnie uwrażliwioną artystką, nie może pogodzić się ze współczesną wizją brudnego świata i mówi: „Moim marzeniem jest, by naturalne środowisko nie tonęło w śmieciach i mogło cieszyć oko nasze i naszych dzieci … Nie chcę, by śmieci, choćby, przetworzone na obrazy, spełniały tę rolę…”.
Artystka symbolicznie oczyszcza więc świat, ofiarowując nam popis swej wyjątkowej kreatywności.
Joanna Maria Rybczyńska
artist painter, EFIAP,AFRP
Warsaw, December 2013
Joanna Maria Rybczyńska
artist painter, EFIAP,AFRP
Warsaw, December 2013
The modern world fears its own future as a result of civilisation-related environmental pollution. Contamination of soil, water and air leads to climate change, which in turn results in calamities that are more and more frequent cause of human misfortune. The seriousness of this situation is recognised by the world leaders who are organising various meetings and conferences devoted to such issues. The latest Climate Conference was held in Warsaw in November 2013.
In her newest photographic series called „Life after Life” Ela Waszczuk ponders the Earth’s fate.
Wandering around the lanes and paths close to her house, looking for peace and quiet and the beauty of nature, she has been constantly coming across those disgraceful traces of the man’s presence: pieces of rubbish. It is exactly those „exhibits” that have become a direct source of inspiration for this collection.
Ela Waszczuk is an artist photographer always aiming at perfection and her successes can prove it. Not only has she been appreciated in her country, but also abroad, as she has been honoured with many artistic awards and commendations. In Poland she has been granted the title of AFRP and in France with the international title of Artiste FIAP. She is the author of eleven individual exhibitons presented in galleries all over Poland and a contributor to a few dozen exhibitions outside the country.
I have known Ela Waszczuk’s photographic works for a long time. They have always been characterised by an immense intuition and sensitivity to beauty. The poetry of the ways she shows the grace of landscape, man or object reminds traditional painting and allows to call her a representative of pictorialism.
However, in her latest works the artist reveals a new potential. Employing digital technology, she has transformed common, ugly, neglected objects into unreal, dreamlike entities. The graphisized photographs that are far from direct representation of reality make me think of American Abstract Expressionism. It is the „warlike” expressionist spirit that told the artist to use photography as a medium for demonstrating her protest against thoughtless littering of the world. And it is this spirit that allowed the creative idea to manifest itself and symbolically utilise what is destroying our planet.
The suggestive plethora of expressive rather than descriptive colours enhanced by contrastive light makes the effect complete and moves our imagination. The objects maintain their forms but lose their meanings and become sheer composition. Only after a longer contemplation and only in some works can we distinguish fragments of leaves, blades of grass, drops of water, grains of sand, shreds of paper and magazines, pieces of plastic and other items. Thanks to the lack of literalism, the intriguing themes take us to another world and evoke our own personal interpretations.
Just like in proper abstract works, it is difficult to see the connection between photographs and their objects, but knowing the source of Waszczuk’s inspiration, not only are we experiencing esthetic pleasure, but we can understand an important message, too. Let’s not wait for the authority and politicians’ decisions, let’s begin here and now from ourselves, from taking care of our own immediate environment. Let’s not litter!
Finally, I would like to quote the author’s words. Ela Waszczuk, who is an especially sensitive artist, cannot accept the present vision of the dirty world and says: „I have a dream that the natural environment will not be spoilt and littered but will delight us and our children. I do not want rubbish to play this role, even when it is transformed into pictures.” Thus, the artist symbolically purifies the world treating us at the same time to the show of her exceptional creativity.
Joanna Maria Rybczyńska
artist painter, EFIAP,AFRP
Warsaw, December 2013
